Rozmowa z Kafi i Piotrem to dialog z dwójką osobowości o określonej wizji i wielkiej wrażliwości. Specjalnie dla naszego portalu opowiedzieli o nagrywaniu swojego nowego wydawnictwa “Czas końca złudzeń”, a także o wielu innych doświadczeniach, przemyśleniach oraz planach.
Witajcie! Cieszę się, że możemy porozmawiać. Chciałbym od razu zapytać o słowa a konkretnie wasze testy. Autorem ich wszystkich na pierwszej płycie “Byty zależne” był Piotr, na drugiej “Zdecydowana mniejszość”, był autorem zdecydowanej większości, natomiast ty Kafi możesz pochwalić się autorstwem 6 utworów w warstwie lirycznej na najnowszym “Czas końca złudzeń”. Czy owe “złudzenia” według ciebie najgłośniej pękają we współczesnym świecie?
Kafi: We współczesnym świecie dręczy i kłopot sprawia nadmiar informacji i tak, owszem, jako zodiakalny skorpion i realistka z przeciwwagą pesymistki, karmię się niepowodzeniami, niesprawiedliwością, czyli tym, co często ze złudzeń odziera. Nie tylko w związkach, ale ogólnie, w świecie, w relacjach człowiek-człowiek, społeczeństwie. Obawiam się, że świat żywcem mnie zje, tak wrze, i wrze, ugotuje na amen - to nie zwykłe otwarcie piosenki, zlepek słów, ale autentyczny strach przed zawirowaniami, ich konsekwencjami, przed jakimi obecne, w szalonym tempie odbywające się przemiany, mnie/nas postawią.
Czy “Czas końca złudzeń” to bardziej komentarz do rzeczywistości, czy osobista opowieść o etapie życia?
K: Myślę, że odpowiedziałam za siebie powyższym. Dla mnie tytuł ma charakter złowieszczy, stanowi pożegnanie z marzeniami i oznajmia, że oto nadszedł moment stawić czoła brutalnej rzeczywistości i znaleźć narzędzia, aby sobie w niej radzić. Jest zarówno komentarzem rzeczywistości, jak i opisem ostatnich lat naszego związku. Proszę jednak nie traktować wszystkiego dosłownie, bo w moich opowieściach, przez to, jaką mam naturę, zawsze jest więcej dramatyzowania, niż rzeczywistość wskazuje.
Album tekstowo wydaje się chyba najsmutniejszym w waszym dorobku.
K: Być może tak jest, ale nie widzę w smutku niczego złego, wręcz uważam, że smutek jest bardziej naturalny od radości. Najpiękniejsze melodie zaklęte są w smutku, bo ten chyba bardziej porusza. Jednak przestrzegam przed pochopną oceną, że “Czas końca złudzeń” to obraz rezygnacji i czarnej rozpaczy. W moim przypadku pozbywanie się złudzeń to proces oczyszczający i porządkujący, a skoro mowa o porządkach - po nich zawsze jest przestronniej, a przez to jaśniej. Uważam, że jest na tej płycie mnóstwo białego, ciepłego, czystego światła.
Jak bardzo zmieniłaś się tekstowo twoim zdaniem od czasu “Bytów zależnych”?
K: Mocno. Można powiedzieć, że przez cały czas szkoliłam warsztat. Pomoc Piotra była w tym względzie istotna. Surowy był z początku, ale kiedy zaczął chwalić, to wiedziałam, że nie bez kozery i zasłużyłam.
Jak pracowało się wam przy “Czasie końca złudzeń”? Jaki numer sprawił najwięcej trudności? Czy któryś przeszedł w trakcie nagrań radykalną przemianę?
Piotr: Najwięcej kłopotu sprawił mi utwór “Amatorka“, który od wielu lat gramy na koncertach w wersji na głos i gitarę. Ponieważ moim zdaniem w tej wersji, jest to utwór kompletny, a płyta wymagała, aby ubrać go w jakieś dodatkowe instrumenty i brzmienia, to robiłem kilka podejść i wszystkie wydawały mi się banalne. Dopiero wersja, która znalazła się na płycie zadowoliła nas oboje i choć melodia i tekst pozostały te same, to wydźwięk utworu zmienił się diametralnie.
A który wyszedł błyskawicznie?
P: Najszybciej chyba powstał utwór “Kamaryle“. Nie przypominam sobie, żebym pracował długo nad formą, ani żeby były inne podejścia do melodii i tekstu.
Album jest stosunkowo krótki, zwarty dzięki czemu nie nudzi, ale i pozostawia mały niedosyt - po prostu chce się więcej. Czy takie było założenie?
K: Patrząc od strony czysto technicznej, nie chcieliśmy żeby był dłuższy, bo zamierzamy wydać ten materiał na czarnym krążku i aby zarejestrować go w dobrej jakości optymalnie byłoby nie przekroczyć 20-u minut na stronę. U nas będzie to około 19 minut, więc idealnie.
P: Tak w czasach mojej młodości nagrywało się płyty, w zasadzie nie przekraczały one 40 minut, dopiero wprowadzenie nośnika CD wydłużyło znacząco albumy, moim zdaniem często niepotrzebnie.
Zostały wam jakieś nagrane numery, których nie wykorzystaliście?
K: Tak, kilka, nad czym ubolewam, bo nie lubię spraw niedokończonych. Mam pomysł, aby nie zwlekać długo z wydaniem utworów, które na nowy album nie weszły, a spreparowanie epki, mini albumiku pod szyldem “Czas końca złudzeń” z podtytułem Ballady, bo taki mniej-więcej jest charakter odrzuconych kompozycji, w tym jednego singla “Rok trzeci”, który teoretycznie zapowiadał naszą najnowszą płytę.
Jak wygląda wasz obecny proces nagrywania? Jak zmieniała się wasza współpraca w studiu przy tej płycie — czy pojawiły się nowe metody pracy, nowe brzmienia, może nowe inspiracje?
P: Cóż, na pierwszy rzut ucha słychać, że ta płyta jest bardziej gitarowa, ale to skutek naturalnej ewolucji, a nie rewolucyjnego pomysłu. Póki co proces nagrywania się nie zmienił. Wciąż nagrywamy we dwoje. Nosimy się z zamiarem, aby nagrać płytę koncertową w pełnym składzie i sprawdzić, jak nasze utwory zabrzmią w klasycznym, rockowym składzie.
W waszych tekstach często pojawia się ironia, czułość i społeczna obserwacja. Który utwór z nowej płyty był najtrudniejszy emocjonalnie do napisania — i dlaczego?
K: Dla mnie “Kopciuszek”. Długo czekał na słowa, a te przyszły w momencie wykonywania czynności, której sedno okazało się być kluczem otwierającym refren. I jak już zrozumiałam, że tak, o tym jest ta piosenka, tekst zaczął pisać się sam. Nie był to emocjonalny huragan, raczej powiew świeżego powietrza, które uspokaja i chłodzi, a zrozumienie i zaakceptowanie sytuacji, w jakiej się znalazłam i z czego zdałam sobie przypadkowo, przy okazji sprawę, było cudownie energetycznie oczyszczające.
Piotrze - gdybyś miał wymienić swoje 3 najważniejsze, nagrane płyty - jakie by to były?
P: Nie licząc tej najnowszej BAiKA, którą uważam za jedną z najlepszych, jakie nagrałem, byłyby to, chronologicznie rzecz biorąc: płyta “?” HEY, “Puk, puk” Nosowskiej oraz “Mental Revolution” Indios Bravos.
Na tegorocznym Jarocinie dałeś wspaniały jubileusz z okazji 40 lat na scenie. Było wielu znakomitych gości. Chyba nie było łatwo to wszystko zorganizować?
P: Z jednej strony nie łatwo, ale z drugiej była to dla mnie czysta przyjemność, ponieważ zgodzili się wziąć w nim udział ludzie, których podziwiam i cenię. Sprawy czysto techniczne załatwili za mnie organizatorzy Wielkopolskich Rytmów Młodych za co raz jeszcze bardzo im dziękuję.
Obecnie planujecie koncerty promocyjne z okazji nowej płyty. Ostatnio przetarliście szlak w Bibliotece Wesołej (Biblioteka Publiczna w dzielnicy Wesoła m.st Warszawy - przyp. red.), która znana jest z organizowania ciekawych, wartościowych wydarzeń.
K: Wspaniały wieczór. Cała ekipa spisała się na medal, dali z siebie wszystko, przygotowali się doskonale, pełna profeska, co niesamowicie cieszy i dodaje skrzydeł. Przyszliśmy niemalże na gotowe, co pozwoliło nam nie marnować cennej energii, tym samym mieliśmy jej więcej na scenie, co mamy nadzieję, przełoży się na pozytywne wrażenia oglądających i słuchających, bo z tego koncertu planowany jest materiał zwany “live session”. Atmosfera wśród zaproszonych gości pełna była radości i ekscytacji, znaczy, że występ należał do udanych, sami też czuliśmy się spełnieni. Teraz zapisany materiał jest składany, edytowany, a my niecierpliwie czekamy na efekty. Te pewnie już w nowym roku, ale reklamujemy już teraz, bo czujemy, że warto.
Jesteście znani z tego, że możecie zagrać praktycznie wszędzie. Pięknie to pokazuje, że tak naprawdę wszystko jest możliwe i da się zrobić.
K: A dlaczego miałoby nie? Wszystko jest kwestią chęci. I niegwiazdorzenia. I niechciwości.
P: Da się, jeśli tylko zachowuje się elastyczność, a nie trzyma sztywno narzuconych przez show-business reguł. Idziemy własną drogą więc możemy dojść tam, gdzie chcemy.
Piotrze - jeśli mogę zapytać - utrzymujesz kontakt z członkami HEY? Jakie masz relacje z Kasią Nosowską?
P: Odpowiedź można zawrzeć w jednym słowie “żadne” i w zasadzie nie ma co drążyć tutaj tematu.
Muzycznie na nowym albumie gitarowo słyszę mnóstwo naleciałości z alternatywy, rocka i reggae. Świetnie tu po raz kolejny wykorzystałeś całe swoje doświadczenie. Lubisz mieszać style?
P: Uwielbiam. Rozumiem zachwyt nad czystą formą, ale mnie zawsze najbardziej pociągały fuzje, czy to w muzyce, czy to w np. kulinariach. Zupę pomidorową gotuję z oliwkami i mozzarellą, dlaczego by więc nie dodać do rocka odrobiny reggae i odwrotnie.
A nie korci cię do ponownego nagrania czegoś mocniejszego? Brudniejszego? Koncertowaliście w ramach fajnego projektu Fire 90’s. Planujecie jego powtórkę?
P: Niczego nie planuję. Jestem człowiekiem, a tym samym muzykiem improwizującym. Tak jak w połowie lat 90, kiedy grałem w grunge’owym zespole obudziłem się z chęcią posłuchania techno brzmień i zacząłem ich szukać, tak możliwe jest, że któregoś dnia obudzę się z chęcią nagrania płyty thrash metalowej.
Kafi który tekst jest ci najbliższy ze wszystkich, które napisałaś dla BAiKA?
K: Obecnie ten do “Kopciuszka”, ale tak mentalnie “Katarzyna” i piotrowe “Noski”.
W lutym przyszłego roku planujecie ruszyć w trasę promocyjną płyty, zaczniecie w Bardzo Bardzo w Warszawie. Macie w zanadrzu jakieś niespodzianki, które możecie chociaż ogólnie zdradzić?
K: Będziemy mieć same grube ryby.
P: Zdradzone niespodzianki przestają być niespodziankami. Ale tak naprawdę jak wspomniałem wcześniej nie lubię planować, bo nie wiem, jak będzie w lutym.
Czy słuchacze mogą spodziewać się na koncertach nowych aranżacji utworów z płyty?
K: Będziemy starali się być blisko oryginałów, ale oczywiście koncerty rządzą się innymi prawami i zrobimy tak, żeby jechało, co może wymagać zmiany niektórych form.
To tak jeszcze na koniec - jaką reakcję odbiorców najbardziej chcielibyście wywołać, gdy po raz pierwszy przesłuchają cały album?
K: Takie, jakie obecnie się dzieją. Wszyscy są zaskoczeni: brzmieniem, tekstami, spójnością. Oporni miękną a miażdżąca większość jest zachwycona.
P: Refleksję i zadumę i mówię to całkiem poważnie. Tak wiele rzeczy dzieje się wokół nas, że jeżeli coś wywołuje refleksje, to znaczy, że dotarło głębiej niż cała reszta.
Bardzo dziękuję za rozmowę!
Rozmawiał: Wojciech Markowski
https://www.electrolite-wm.com/
www.instagram.com/electrolite.wm
https://www.facebook.com/electrolite.wm
Nieznany
electrolite.wm@gmail.com
Muzyczna 15
Warszawa, 00-001