osoba trzymająca trzy płyty CD w rękach
26 czerwca 2026

WYWIAD: angel egg

Na polskiej scenie alternatywnej są jednym z tych zespołów, które swobodnie poruszają się między eterycznym dream popem, gitarową melancholią i współczesną wrażliwością. Ich muzyka buduje przestrzeń pełną emocji, niedopowiedzeń i subtelnych napięć, jednocześnie zachowując wyjątkową lekkość. O inspiracjach, procesie twórczym, koncertach oraz planach na przyszłość rozmawialiśmy głównie z Jakubem Sosną grającym na gitarze i syntezatorach, ale i pozostali dodali co nieco.

Jak wyglądały początki? Pamiętasz moment, w którym pomyślałeś: chcę być w prawdziwym zespole?

 

Jakub: Jeszcze jako dzieciak tworzyłem elektronikę na komputerze, czasem dogrywałem gitarę. Byłem samoukiem. Traktowałem to jako coś zamkniętego w sypialni. Miałem totalnie słomiany zapał w promowaniu swojej muzy. Nie byłem w żadnym zespole. Robiłem collaby z kumplami z internetu, zarywałem noce kręcąc brzmienia we wtyczkach VST zamiast uczyć się na sprawdziany (śmiech – przp. red.). Na studiach to poszło w odstawkę niestety, potem przyjechałem do Warszawy, zamarzyła mi się muza oparta o gitary, żywe bębny - potrzebowałem do tego ludzi. Ciągnęło mnie w klimaty transowe, nerwowe, oniryczne. Nie są to najpopularniejsze rzeczy. Do tego nie znałem tu wielu muzyków, więc szukałem przez posty na Facebooku. Trochę to trwało, po drodze były różne epizody, z których miałem nadzieję, że ukaże się kiedyś muzyka, ale finalnie udało mi się znaleźć wspaniałe, kreatywne osoby. Okazało się że świetnie nam się jamuje razem. Ola ukończyła studia z produkcji muzyki elektronicznej w Berlinie i ma genialną lekkość we wpasowywaniu się wokalem w instrumental. Julka jako perkusistka czerpie z jazzu czy drum n’ bassu, gra w sposób nieoczywisty. Kacper mega kreatywnie podchodzi do linii basowych, stank face gwarantowany. Moja żona Ada jak posłuchała nagrań z pierwszej próby napisała mi “do studia was i epkę nagrywać” (śmiech – przp. red.). W tamtej chwili poczułem, że serio jest potencjał. Nasza nazwa to, jak można się domyślić, reference do przepięknego japońskiego filmu “Angel’s Egg”. Dziewczynka podróżuje przez postapokaliptyczny świat, niosąc jajo, z którego ma się wykluć anioł. Zawzięcie je więc chroni. Film jest jak sen. Jak go obejrzałem to kompletnie nie złapałem o co w nim chodzi (śmiech – przp. red.). Zamiast tego nałożyłem na niego swoje przemyślenia o tym jak zapomnieliśmy co jest tak naprawdę ważne i jak niszczymy przyrodę, bez skutku szukamy znaczenia, robimy rzeczy nie wiedząc po co je robimy. O tym zwykle piszę teksty. Myślę, że zamierzona interpretacja też poniekąd pasuje do naszej twórczości, ale nie spojleruję, obejrzyjcie ten film.

 

Jakie były twoje pierwsze muzyczne fascynacje? Co leciało w domu, w słuchawkach, na pierwszych koncertach? Skąd wzięło się zamiłowanie właśnie do takich dźwięków, klimatów i estetyki muzycznej? Nie gracie jak sam zauważyłeś rzeczy mainstreamowych.

 

J: U2 od mamy, od taty Pink Floyd, a potem na własną rękę odkryłem Kraftwerk. Dziś mam oczywiście dużo bliższe temu projektowi drogowskazy brzmieniowe, ale w sumie to ukształtowało mnie najbardziej - post-punkowa motoryczność pierwszych, psychodeliczny klimat drugich i eksperymenty z elektroniką trzecich.

 

A czy jest jedna płyta albo jeden artysta, bez którego angel egg prawdopodobnie brzmiałoby dziś zupełnie inaczej?

 

J: Chyba “Kid A” Radiohead. Nie będę się rozwodził, bo polało się sporo atramentu nad tą płytą, ale cenię ją przede wszystkim za swobodę gatunkową. Radiohead pokazują, że nie trzeba się bać tego, że obok numerów z typowym rockowym instrumentarium stoi odhumanizowana, surowa elektronika.

 

Jak wygląda u was proces tworzenia numerów?

J: Najlepsze rzeczy wychodzą nam chyba ze spontanicznych jamów - tak powstało spiral. Mamy w szufladzie prawie 12-minutowe demo, coś w rodzaju części drugiej tego kawałka, bardzo chcę je oszlifować i wydać. Jamy są wartościowe o tyle, że dłubiąc samemu po nocach w DAWach często łapię się na małpowaniu moich inspiracji, a jamując polegam na intuicji, wychodzą dźwięki najautentyczniejsze.

 

Wasza muzyka ma w sobie sporo emocji i klimatu — bardziej interesuje was opowiadanie historii, budowanie nastroju czy jednak czysta energia grania?

 

J: Dla mnie punktem wyjścia jest nastrój, pewnie dlatego że nie najlepiej gram na gitarze i muszę nadrabiać efektami (śmiech – przp. red.). Zresztą środkiem może być też syntezator, glitche, sample. Nie chcę ograniczać się gatunkowo. Coś, do czego aspiruję, to zbudowanie namacalnej atmosfery oszczędnymi środkami. Hipnoza, elektryczność, transcendencja. Przebicie się do innego wymiaru i transmitowanie stamtąd. Cholernie to jest trudne, nieuchwytne. Bywają takie perełki jak Shadow Of A Doubt Sonic Youth, Wichura / Głowa Czerwonego Byka Ścianki, The Color Of The Fire Boards of Canada. Jakbym miał na koncie jeden taki utwór to mogę umrzeć szczęśliwy (śmiech – przp. red.). Przy tym chcę, by nasza muza była komentarzem o świecie, w którym nikt już nie potrafi się ze sobą dogadać, normy etyczne się sypią, czytamy o suszy, śniętych rybach, inwazjach i nad tym wszystkim przechodzimy jak nad kałużą, i nawet nie umiemy sobie wyobrazić innej wersji świata czy czegoś realnie poczuć. Ciężko zdobyć się na nadzieję, że w jaju faktycznie jest anioł. No i do tego fajnie jakby ten soundtrack do końca świata bujał.

 

No właśnie, gdybyście mieli zabrać po jednym albumie na koniec świata — jakie płyty wybralibyście i dlaczego właśnie te?

 

Ola: Grimes - Halfaxa. Wspaniały mroczny album, którym często się inspirowałam tworząc własne utwory i rysunki, więc wiele jej zawdzięczam. Organiczne dźwięki i sam wokal Grimes nadają tej płycie unikalną duszę.

Julka: Fontaines D.C. - Romance. Płyta kompletna - i na moją hiperaktywność, i na stany depresyjne.

Kacper: The Velvet Underground - The Velvet Underground. Przeciera szlaki ogromnej części alternatywnej muzy na parę ładnych dekad do przodu. No i pasuje na każdą porę.

J: Wisp - NRTHNDR. Z tych cyfrowych padów i szalenie pociętych breaków bije piękny chłód. Bardzo emocjonalna płyta, a to w elektronice nie jest oczywiste.

 

Przyznaję, że słysząc od was takie inspiracje, człowieka ogarnia nadzieja, że wciąż jest szansa na nowe, intrygujące wydawnictwa. Czy jest coś cię dziś najbardziej inspiruje poza samą muzyką?

 

J: Rdza, rozkład, plamy benzyny, sny. Mam jedną wielką inspirację z pogranicza muzyki i jest nią Jexus. Typ z Krakowa, który swego czasu tworzył niesamowite audiowizualne dzieła sztuki, które udają dema syntezatorów. Jak ktoś się kiedykolwiek interesował syntami to kojarzy, że demo to zwykle znudzony facet wygrywający na pożółkłych klawiszach melodyjki pokroju “Jump” Van Halen. Nic z tych rzeczy. “Dema” Jexusa potrafią być synestetyczne, sugestywne, piękne, konfundujące, absurdalne w swoim humorze. Zawsze inspirujące. Niektóre jego filmiki są wprost genialne. Po latach jego sound design został zauważony przez producentów syntezatorów i teraz projektuje brzmienia nawet dla Mooga, ale artystycznie jest wciąż niedoceniony.

 

Patrząc na to, jak zmienia się scena alternatywna i niezależna — czujesz, że łatwiej jest dziś tworzyć po swojemu, czy wręcz przeciwnie: trudniej przebić się z czymś autentycznym?

 

J: Nie chcę wyjść na nadmiernego optymistę, ale widzę iskierkę nadziei w rewolucji AI. Widziałem gdzieś porównanie twórczości generatywnej do wynalazku, jakim była fotografia - malarze, stwierdziwszy że fotorealizm traci prawo bytu na rzecz nowej technologii, poszli w kierunku abstrakcji, dadaizmu, dekonstrukcji. Akcja - reakcja. Być może czeka nas kolejna tego typu fala. Nasze i młodsze pokolenia zdaje się, że chcą powrotu do analogowej rzeczywistości, autentyczności. Pewnie w mediach masowych będzie przeważać slop, ale może za to niezależne sceny i muzyka na żywo przeżyją renesans, co też odsunie nas od indywidualizmu na rzecz żywych społeczności? W “Angel’s Egg” protagonistka twierdzi, że z jaja wykluje się anioł, ale nie ma na to dowodu. Może polegać tylko na swojej wierze. Nadzieja umiera ostatnia.

 

Rozmawiał: Wojciech Markowski 

https://www.electrolite-wm.com/ 

www.instagram.com/electrolite.wm

https://www.facebook.com/electrolite.wm

 

Nieznany

electrolite.wm@gmail.com 

 

Muzyczna 15

Warszawa, 00-001

Kontakt

Menu

Śledź nas

A website created in the WebWave website builder