Niedziela była dniem bez wielkiego pośpiechu. Zmęczenie mogło już mocno doskwierać a i pogoda zaczynała nie rozpieszczać spadkiem temperatury i chmurami. Znalazło to odzwierciedlenie we frekwencji, która była najniższa ze wszystkich dni. Line Up nie nie próbował jednak rywalizować z energią poprzednich wieczorów. Proponował już głównie chwilę oddechu i muzyczne pożegnanie. Wydaje się, że nie można było tutaj wybrać lepszych dźwięków niż te, która zaproponowała YANA ze swoimi towarzyszami. Jej występ łączył emocjonalność, przestrzenne brzmienia i charakterystyczną wrażliwość wokalną.
Był w tym koncertowym spotkaniu pewien rodzaj intymności. Publiczność siedziała na ziemi lub na leżakach w niemal nieustannej ciszy i skupieniu. Hinode Tapes zaproponowali muzykę, która wymagała cierpliwości i bardziej przypominała improwizację (taką też po części była) niż typowy, klasyczny koncert.
Marcin Masecki udowadniał, że nie interesuje go muzyczne zamykanie się w jednej szufladzie. Potrafił ze swoim rozbudowanym składem, swobodnie poruszać się pomiędzy klasyką, jazzem, eksperymentem i muzyką popularną a jego projekt z Boleros idealnie wpisywał się w niedzielny klimat. Była w tej muzyce elegancja, nostalgia i pewnego rodzaju filmowość.
Zaraz po nim zrobiło się ponownie szalenie bo pojawili się Mats Gustafsson & Kimmo Pohjonen , którzy pokazali, że muzyka improwizowana może być potężnym narzędziem a dialog między saksofonem i akordeonem może stworzyć niezwykłe napięcie.
Całość zakończył występ Niny Eby a festiwal zakończył się tym samym dokładnie tam, gdzie zaczął – w miejscu eksperymentu, odwagi i ciekawości.
Trudno było nie pomyśleć o tym, jak wiele wydarzyło się na scenie namiotu w Parku Ludowym przez te cztery dni. Były koncerty pełne ognia, szaleństwa, występy wymagające skupienia, momenty zaskoczenia, czasem nawet artystycznego dyskomfortu – ale przecież właśnie tego oczekuje się uważam od wydarzenia, które nosi nazwę Inne Brzmienia. Tegoroczna edycja pokazała, że zmiana lokalizacji koncertów nie oznacza totalnie utraty tożsamości. Park Ludowy otworzył przed festiwalem nowe możliwości, ale jego najważniejsze wartości pozostały niezmienne. Nadal liczy się muzyczna ciekawość, spotkanie kultur i przestrzeń dla artystów, którzy nie zawsze mieszczą się w popularnych schematach.
Ogromna w tym zasługa Organizatorów, którzy stworzyli program odważny, różnorodny i konsekwentnie budujący własną tożsamość. Wschód Kultury – Inne Brzmienia 2026 zakończyły się, ale ich najważniejszy efekt pozostaje poza sceną. To wspomnienia. Rozmowy. Nowe muzyczne odkrycia. I przekonanie, że w czasach, gdy wiele wydarzeń coraz częściej podąża za bezpiecznymi wyborami, dubluje artystów, stawia na rzeczy oczywiste, nadal istnieją festiwale, które mają odwagę pytać: „co jeszcze możemy odkryć?”.
W Lublinie odpowiedź na to pytanie po raz kolejny brzmiała wyjątkowo. Przed nami kolejna edycja już zapowiedziana na 1-4 lipca przyszłego roku. Warto tam być.
Wojciech Markowski
galerie z koncertów:
Nieznany
electrolite.wm@gmail.com
Muzyczna 15
Warszawa, 00-001