Sobota na festiwalach często jest dniem szczególnym. To moment, gdy publiczność jest już w pełni zanurzona w atmosferze wydarzenia, zna przestrzeń, rytm i charakter miejsca. Pierwsze emocje po otwarciu opadają, pojawia się za to coś znacznie cenniejszego – poczucie wspólnoty, które tak lubię. Spotyka się już w tłumie znajome twarze czy wymienia pierwsze wrażenia. Był to dzień, w którym, po niezwykle wymagającym kondycyjnie piątku, festiwal najmocniej pokazał otwartość na eksperyment, brak przywiązania do jednej stylistyki i odwagę w zestawianiu artystów, których w innych okolicznościach trudno byłoby znaleźć na jednej scenie. Program Innych Brzmień wciąż nie jest budowany według prostego klucza popularności. Nie chodzi o to, aby zestawić największe nazwiska, które przyciągną tłum. Najważniejsze pozostaje stworzenie muzycznej opowieści.
Od rana Lublin też żył własnym festiwalowym rytmem. Stare Miasto ponownie stało się przestrzenią rozmów, spotkań i odkryć. Pomiędzy zabytkowymi uliczkami można było spotkać uczestników z programem wydarzeń w ręku, artystów przemieszczających się między punktami festiwalu i osoby, które po prostu chciały poczuć atmosferę tego wyjątkowego weekendu. Jedni rozpoczynali poranek od literatury i spotkań autorskich, inni zaglądali na wystawy, jeszcze inni wybierali spokojny spacer po Starym Mieście, zanim wieczorem światło sceny Parku Ludowego miało przyciągnąć ich pod koncertowe namioty.
Na scenie w Parku Ludowym otrzymaliśmy muzycznie otwarcie konkretne. AcidSitter zanurzył nas w muzykę bardziej transową, opartą na klimacie, powtarzalności, stonerze i hipnotycznych strukturach. Formacja od kilku lat konsekwentnie buduje swoją pozycję jako jeden z najbardziej intrygujących zespołów młodej polskiej sceny psychodelicznej.
Ukłonem w stronę muzycznej, rodzimej muzyki zapewniła Grupa Torpedo. Grali przede wszystkim polski funk z lat 70., wzbogacony elementami soulu, jazzu i psychodelicznego rocka, przedstawiając własne interpretacje klasycznych polskich utworów. Był w tym wszystkim duży luz.
Kiedy na scenę wkroczyła Sun Ra Arkestra, zgromadziła największą liczbę widzów. Chyba trudno byłoby znaleźć dla niej lepsze miejsce niż właśnie ten festiwal. Historia tej formacji sięga lat pięćdziesiątych, kiedy pianista, kompozytor i wizjoner Sun Ra zaczął tworzyć własny muzyczny wszechświat. Łączył jazz z awangardą, elektroniką, filozofią, kosmologią i elementami spektaklu. Obecnie, pod kierownictwem legendarnego saksofonisty Marshalla Allena kontynuuje tę niezwykłą misję, zachowując ducha oryginalnych kompozycji, ale jednocześnie pozostawiając ogromną przestrzeń dla improwizacji. Już samo pojawienie się muzyków na scenie (po delikatnym opóźnieniu) miało w sobie coś niezwykłego. Kilkunastoosobowy skład, różnorodne instrumenty, charakterystyczna estetyka wizualna – wszystko to robiło wrażenie.
Arkestra nie opierała się wyłącznie na melodii czy technicznej perfekcji. Tutaj liczył się dialog między muzykami, spontaniczność i ciągłe poszukiwanie nowych kierunków. Twarzą był oczywiście Allen. Każdy jego gest, każde wejście saksofonu, każda chwila prowadzenia zespołu pokazywały, że mamy do czynienia z muzykiem, dla którego scena nadal pozostaje miejscem odkrywania. Gdy muzycy weszli w tłum publiczność została wciągnięta w rytuał i dała się pochłonąć temu niezwykłemu światu.
Wyjść po takim spektaklu nie jest rzeczą łatwą, zwłaszcza gdy muzyka stawia na surowość, hałas i niepokój. Zapewniali to Backengrillen. W ich muzyce było coś nerwowego, niepokojącego i nieprzewidywalnego. Punkowy chaos nie oznaczał tutaj przypadkowości – przeciwnie, za pozornym szaleństwem kryła się bardzo świadoma konstrukcja. Każdy hałas, każdy gwałtowny zwrot i każde nagłe załamanie rytmu budowały atmosferę ciągłego napięcia.
O ile Sun Ra Arkestra była najpiękniejszym, tak ten był dla mnie najlepszym koncertem soboty. Szwedzi pokazali, że punk i alternatywa wciąż mogą być przestrzenią wolności, buntu i artystycznego ryzyka. Kiedy muzycy zakończyli swój występ, scenę przejęła hip-hopowa awangarda Dälek.
Wojciech Markowski
galerie z koncertów:
Nieznany
electrolite.wm@gmail.com
Muzyczna 15
Warszawa, 00-001