10 lipca 2026

RELACJA: Wschód Kultury – Inne Brzmienia 2026 (DZIEŃ I)

Organizowany przez Warsztaty Kultury w Lublinie festiwal, będący częścią projektu Wschód Kultury, od lat pozostaje dla mnie jednym z najbardziej oryginalnych wydarzeń muzycznych w Polsce. To miejsce, gdzie rock spotyka się z jazzem, black metal z dokumentem, elektronika z muzyką dawną, a eksperyment nie jest dodatkiem lecz fundamentem. Nad tegoroczną odsłoną programu czuwała Agnieszka Wojciechowska, dyrektorka programowa festiwalu, współpracująca z dyrektorem artystycznym Rafałem Chwałą. Efektem tej współpracy był line-up, który po raz kolejny udowodnił, że festiwal wciąż nie podąża za trendami.

Najbardziej widoczną zmianą tegorocznej edycji była jednak nowa lokalizacja koncertów. Po latach obecności w przestrzeni Starego Miasta główna scena przeniosła się do Parku Ludowego. Był to ruch odważny, ale okazał się trafiony. Po pierwsze dobrze skomunikowany z pobliskim dworcem i węzłem komunikacyjnym a po drugie w miejscu oddalonym i zapewniającym większy spokój dla okolicznych mieszkańców. Może zabrakło charakterystycznej „lubelskiej” otoczki, wyróżniającej zawsze to wydarzenie i wpisującej się w tkankę miasta, ale stworzyła ona zupełnie nową jakość odbioru koncertów. Jak słusznie zauważył zresztą Rafał Chwała – obecna lokalizacja sprawia, że na festiwal docierają zainteresowani a nie przypadkowi widzowie. Duch klimatu poprzedników nie zginął - serce festiwalu nadal biło na lubelskim Starym Mieście. To właśnie tam odbywały się spotkania literackie cyklu Wschodni Express, premiery książek, wystawy, projekcje filmowe, rozmowy z twórcami, wydarzenia artystyczne,. Dzięki temu uczestnicy mogli płynnie przechodzić od literatury i fotografii do koncertów, tworząc własną, wielowątkową opowieść o kulturze Europy Środkowo-Wschodniej. Czyżby znaleziono właśnie dobry kompromis gdzie głośne koncerty są jakby na uboczu, dla zainteresowanych, a wolność i otwartość myśli bije w sercu miasta? Czas pokaże.

Muzycznie pierwszy dzień rozpoczął się subtelnie. Ukraiński duet Heinali & Andriana – Yaroslava Saienko zaproponował występ niemal kontemplacyjny. Elektroniczne pejzaże Heinaliego spotykały się z emocjonalnym, delikatnym śpiewem Andriany, tworząc muzykę zawieszoną pomiędzy tradycją a współczesnością. Wymagało to skupienia i ciszy.

Po nich na scenie pojawili się Drank z Austrii, którzy rozpoczęli stopniowe przesuwanie granic muzycznej konwencji.

Ich eksperymentalne podejście do kompozycji, pełne nieoczywistych struktur i niepokojących faktur dźwiękowych, przygotowało publiczność na to, co miało nadejść później za sprawą sonicznych eksperymentów Leila Bordreuil. Amerykańska wiolonczelistka przedstawiła doświadczenie zbudowane z rezonansów, szumów i podskórnego napięcia. Muzyka bardziej odczuwana niż słuchana. Pierwsze trzy koncerty tworzyły tym samym spójną całość. Warto zaznaczyć, że pomiędzy kolejnymi koncertami na scenie pojawiali się goście, w tym gospodarze i organizatorzy całego wydarzenia. Były krótkie rozmowy o festiwalu, wystawach, spotkaniach oraz wszystkim tym, czego można się w najbliższym czasie spodziewać.

Gdy na scenie pojawił się Dead Bob, atmosfera zmieniła się diametralnie. Projekt prowadzony przez Johna Wrighta, legendarnego perkusistę kanadyjskiej grupy NoMeansNo, od pierwszych sekund zamienił spokojny wieczór w prawdziwą eksplozję czadu. Ci muzycy sceny niezależnej, doskonale rozumieją filozofię grania pozbawionego jakichkolwiek kompromisów (Kristy Lee Audette to prawdziwa dźwiękowa petarda!). Nie było miejsca na zbędne przestoje. Zaprezentowali energetyczny set bez słabszego momentu a każdy utwór niósł ze sobą kolejną falę adrenaliny. Punk rock mieszał się z progresywnymi rozwiązaniami, nieoczekiwanymi zmianami tempa i rytmicznymi łamańcami, z których przecież słynęło NoMeansNo. Największe wrażenie robiło to, że wszyscy członkowie zespołu udzielali się wokalnie. Dzięki temu koncert nieustannie pulsował życiem, a kolejne partie wokalne wzajemnie się uzupełniały, nadając kompozycjom dodatkowej dynamiki. Dobra wiadomość dla wszystkich, którzy to przegapili - szansa na ponowne spotkanie z zespołem nadejdzie już w październiku w Warszawie i Krakowie.

Po takim wybuchu energii wyszła FURIA i po raz kolejny udowodniła, że jest zespołem funkcjonującym całkowicie poza jakimikolwiek kategoriami. Ich projekt „FURIA gra kino” nie jest zwyczajnym koncertem. To spektakl, w którym muzyka wykonywana na żywo staje się ścieżką dźwiękową do klasycznego kina reportażowego. Black metal spotyka się tutaj z historią, tworząc doświadczenie jedyne w swoim rodzaju. Każdy kto ich znał wiedział, że będzie to propozycja potężna, ale i niełatwa. Monumentalny, smakowity posmak siarki, hipnotyczne rytmy i wokal Namtara stworzyły potężną ścianę dźwięku, która zderzała się z obrazami wyświetlanymi na ekranie.

Bezkompromisowość tego projektu nie była dla wszystkich i sprawiła, że część zdecydowała się opuścić namiot jeszcze w trakcie występu. Ci jednak, którzy zostali do końca, otrzymali nomen omen piekielnie mocne i piękne widowisko. Była to lekcja historii, spektakl audiowizualny i zarazem pokaz tego, jak współczesna muzyka ekstremalna może wejść w dialog z rzeczami sprzed wielu dekad przy okazji starając się wejść do uszu innego odbiorcy. Kapitalny występ i piękne zamknięcie wieczoru.

Czekały nas jeszcze trzy dni pełne muzyki, która nie uznaje granic gatunkowych ani artystycznych kompromisów. A najlepsze miało dopiero nadejść!

Wojciech Markowski 

galerie z koncertów:

www.instagram.com/electrolite.wm

https://www.facebook.com/electrolite.wm

Nieznany

electrolite.wm@gmail.com 

 

Muzyczna 15

Warszawa, 00-001

Kontakt

Menu

Śledź nas

A website created in the WebWave website builder