18 lutego 2026

RELACJA: WISHBONE ASH 12.02.2026 TK Gocław

Panowie z Wishbone Ash, jednego z najważniejszych zespołów w historii rocka, oficjalnie rozpoczęli w naszym kraju trasę „Time Was Tour", na którą zaplanowano cztery koncerty. Nie była to może trasa oczekiwana dekadami, bo zespół melduje się u nas stosunkowo często, ale na takie granie zawsze jest przecież dobry czas. Na pierwszy ogień trafiła Warszawa i wyprzedana na długo przed koncertem sala Terminalu Kultury Gocław. Organizatorem był Independent Music Market. Był to udany wieczór w klasycznych hard rockowych uderzeniach oraz ze świadomą publiką, która do ostatnich dźwięków gromko oklaskiwała ekipę Andy’ego Powella. Na rozruch nie trzeba było długo czekać - praktycznie na początku wybrzmiał Blowin' Free powodując euforię i chyba nie będzie zdziwieniem, że to właśnie z kultowego „Argus” wybrzmiało tego wieczoru najwięcej rzeczy. Zespół, który zaliczył kilka wolt stylistycznych, zabrzmiał czysto rockowo i dostojnie, praktycznie ani na chwilę nie tracąc scenicznego luzu. Nie wiem co powiedziałeś, ale na pewno było to coś miłego. Dziękuję – odrzekł Andy z uśmiechem, gdy pod sceną usłyszał bliżej niezrozumiały tekst od jednego z uczestników. 

To był wieczór popisów i wymiany gitarowych solówek pomiędzy Powellem a Markiem Abrahamsem, zwłaszcza w numerach pokroju F.U.B.B. - przypominjących złote czasy współpracy tego pierwszego z Tedem Turnerem. Nie zawiódł również przesympatyczny Bob Skeat, który ze swoim basem, co chwila oddawał się scenicznemu bujaniu z uśmiechem na twarzy oraz najnowszy narybek w szajce - Windsor McGilvray, grający przez cały koncert w wyjątkowym skupieniu. 

Zaprezentowano rzeczy nowsze (Enigma), ocierające się o rejony pop-rockowe (Mountainside), spokojniejsze (In All of My Dreams) You Rescue Me, jak i te klasyczne typu Errors of My Way. Skoro o debiucie mowa, na pewno jednym z najmocniejszych momentów był Phoenix, którego struktura i patenty obejmują szeroki wachlarz wszystkiego co w klasycznym rocku najlepsze.

Wishbone Ash to legenda, chociaż ma się wrażenie, że dziś już nieco zapomniana lub nawet nieznana dla młodszego pokolenia. Pionierskie podejście z wykorzystywaniem dwóch gitar prowadzących było kiedyś czymś niezwykle świeżym i nie dziwi, że zespół wywarł wpływ na zespoły pokroju Lynyrd Skynyrd, Van Halen, Thin Lizzy, Iron Maiden czy Metallica. Taki The King Will Come ma przecież też posmak starej twarzy Blue Oyster Cult. Może ich nowe wydawnictwa nie są dziś szczególnie wypatrywane, ale oni sami, mimo częstych zmian w składzie i różnych okresach twórczych, są wciąż na mocnej koncertowej orbicie, którą przeżywa się z przyjemnością.

zdj. electrolite.wm

www.instagram.com/electrolite.wm

https://www.facebook.com/electrolite.wm

https://www.electrolite-wm.com/

Nieznany

electrolite.wm@gmail.com 

 

Muzyczna 15

Warszawa, 00-001

Kontakt

Menu

Śledź nas

A website created in the WebWave website builder