Szajka z T.Love od dekad z lekkością łączy łobuzerski sznyt z radiowym potencjałem. Kilka zmian składu, parę życiowych zakrętów i innych perturbacji, a ten niepodrabialny pierwiastek uroczego, chuligańskiego klimatu wciąż dzielnie maszeruje ramię w ramię za Muńkiem. Organizatorem była Dzielnica Bemowo m.st. Warszawy oraz Bemowskie Centrum Kultury.
Amfiteatr na Bemowie wybrzmiał wczoraj solidną dawką klasycznych dźwięków i przebojów wyciągniętych z przepastnej skarbnicy zespołu. Setlista była zresztą bardzo umiejętnie skrojona pod plenerowy charakter wydarzenia i publikę znacznie szerszą niż tylko wierni bywalcy rockowych koncertów. Postawiono na energię, rozpoznawalność i refreny, które niosły się po całym obiekcie i poza nim (ze względu na ograniczenia nie wszyscy mogli wejść, decydowała kolejność). Muniek pamiętał i o nich śląc wielokrotnie pozdrowienia i zapraszając do zabawy. Dzięki temu równie dobrze bawili się wieloletni fani zespołu, jak i ci, którzy przyszli po prostu spędzić wieczór przy dobrze znanych piosenkach.
Sprytnie mieszano rzeczy nowsze (Piąteczek, Orajt), klasyki (Bóg, Wychowanie, Autobusy i tramwaje, Potrzebuję wczoraj, King), radiowo przebojowe (Chłopaki nie płaczą, Nie, nie, nie) z numerami naprawdę starymi — zwłaszcza te ostatnie, jak My marzyciele, Berlin–Paryż–Londyn czy Zabijanka, cieszyły nas najbardziej. Miłym smaczkiem było Jak żądło, świetny Pielgrzym i kapitalny Lucy Phere, a zamykająca całość Warszawa po raz kolejny pokazała, że najlepiej smakuje właśnie w tym miejscu.
zdj. electrolite.wm
Więcej również na:
Nieznany
electrolite.wm@gmail.com
Muzyczna 15
Warszawa, 00-001