22 grudnia 2025

RELACJA: Tides From Nebula / Konstelacje 19.12.2025 Progresja 

Jest kilka pewnych rzeczy na tym świecie, a jedną z nich jest ta, że Tides From Nebula na żywo dowożą, mało tego – robią to coraz bardziej efektownie. Gdy dodaliśmy do tego wzmocniony skład o gitarę Adama Waleszyńskiego – prawdziwego wulkanu energii, który odszedł z zespołu w 2019 roku, po wspólnych 10 latach – tworzyło to naprawdę unikalny charakter. Chłopaki zdążyli już w ramach obecnej trasy odwiedzić kluby w Olsztynie, Szczecinie, Poznaniu, Wrocławiu, Łodzi, Krakowie i Gdańsku. Jako support na całej trasie towarzyszyły im Konstelacje, które weszły parę lat temu na rynek płytą „Poza Horyzont” i zimnym numerem Burze i huraganowy wiatr, a w ich muzyce słychać mieszaninę najróżniejszych stylów i widać udaną interakcję z publicznością. Najcieplej został przyjęty numer Freya.

Warszawa jak to bywało już wcześniej – kończyła „cebulkowe” wojaże. Było to wyjątkowe tournée — nie tylko z powodu wyżej wspomnianego Adama, ale również świętowania rocznicy debiutu, co postanowiono uczcić odgrywając go w całości, od pierwszej do ostatniej nuty (plus parę innych znanych rzeczy). Widząc ponownie czteroosobowy skład i pierwsze takty Shall We? można było się wzruszyć – emocje tej nocy były zresztą wyczuwalne po obu stronach. Na szczególną uwagę zasługiwały przemyślane światła, od początku czytelny dźwięk oraz publika – świadoma i z szerokim wiekowym rozstrzałem. Z każdym kolejnym koncertem TFN jest to coraz bardziej widoczne i niezwykle budujące.

Pierwszą, jubileuszową część koncertu, stanowiło odegranie „Aury”. To niesamowicie spójne i kapitalne wydawnictwo stworzone do grania na żywo – mocno gitarowe, bez wielkich bajerów czy innych wodotrysków – dokładnie takie, jak początki zespołu. Nie dziwiło więc, że całość wybrzmiała potężnie, klimatycznie i zadziornie. Maciej Karbowski tradycyjnie pełnił dodatkową rolę nieśmiałego konferansjera, podziękował wszystkim przybyłym i jak zwykle pozostawał na scenie skupionym kapitanem tej post-rockowej rakiety. Była to piękna podróż, a numery jak m.in. obowiązkowy Tragedy of Joseph Merrick, epicki Purr czy Apricot zapewniły niezapomniane chwile. Druga część wieczoru to już rzeczy bardziej urozmaicone z przewagą albumu „From Voodoo to Zen” jak m.in. Ghost Horses, Nothing to Fear and Nothing to Doubt czy wieńczącego całość Dopamine (zabrakło mi jednak niestety numeru tytułowego). Oprócz tego były intymniejsze, przestrzenne chwile z Siberia czy The Fall of Leviathan. Dwie godziny dźwiękowych pejzaży. Ikoniczne podnoszenie basu przez Przemka Węgłowskiego, pełna koncentracja za perkusją Tomasza Stołowskiego oraz opętańcze, energiczne ruchy Adama. Krótkie pożegnanie, szerokie uśmiechy, ukłony i zejście ze sceny. Maciej mówił, że cieszy się z takiego zainteresowania i frekwencji dla zespołu, który nie siedzi przecież w głównym nurcie. I dobrze – na wielu płaszczyznach.

Jeśli ktoś tego sobotniego wieczoru kończył koncertowe boje w tym roku, to na pewno może z czystym sumieniem i naładowanymi bateriami wejść w nie mniej szalony świąteczny czas.   

Zapraszamy do zdjęć autorstwa electrolite.wm

www.instagram.com/electrolite.wm

https://www.facebook.com/electrolite.wm

 

TIDES FROM NEBULA

 

KONSTELACJE

 

Nieznany

electrolite.wm@gmail.com 

 

Muzyczna 15

Warszawa, 00-001

Kontakt

Menu

Śledź nas

A website created in the WebWave website builder