Było to na pewno jedno z wydarzeń, na które czekało wielu. Miało to wszystko pierwotnie wyglądać jednak nieco inaczej. We wrześniu poinformowano, że koncert KADAVAR i Slomosa, zaplanowany na 10 października i o którym informowaliśmy TUTAJ – odbędzie się ostatecznie w warszawskim klubie Hybrydy 1 grudnia. Koncert w Krakowie został odwołany. Nie udało się również utrzymać w planowanym składzie grupy ORB.
Jak na koncertową specyfikę wszystko rozpoczęło się raczej wcześnie, bo już ok. 19:00 na scenę weszła norweska ekipa ze Slomosa i dała krótki, ale świetny koncert pełen pustynnych, dusznych brzmień i z dużą dawką przebojowości. Dwie udane płyty i dalsze przecieranie szlaków. Nie jest to jeszcze etap wielkich eksperymentów, lecz spójne stonerowe przybrudzone granko z domieszką alternatywnego rocka i ciężkimi riffami. Zapowiedzieli szybki powrót i dłuższy set - trzymam za to kciuki, bo o ile głos Benjamina Berdousa wypada lepiej na płytach, to scenicznej energii nie można mu odmówić. Jest to też takie wszystko uroczo garażowo – surowe. Miło było usłyszeć numery jak skradający się „Cabin Fever”, mocarny „Rice”, przebojową „Estonię”, „Red Thundra” świetnie zaśpiewaną przez basistkę Marie Moe, czy finałowy „Horses”. Czy czegoś brakowało? – Oczywiście. Liczę, że zostanie to nadrobione. Właśnie w takich klubowych warunkach, sprawili, że można było poczuć niedosyt i czekać na kolejną wizytę.
Byłem ciekaw Kadavar - ten niemiecki zespół to jednak niespodzianka i zagadka. Wyszli na powierzchnię fuzją stonera i retro rocka rodem z lat 70-tych, aby stopniowo wplatać elementy hard rocka i rocka psychodelicznego. Ich koncert, zgodnie z przypuszczeniami był miszmaszem. Początkowo trzeba było nieco rozruchu, bo brzmienie było przytłumione, ale nie trwało długo, jak wszystko rozhulało się na dobre, a cyferki na mierniku wskoczyły na 113 dB. Niezła przekrojowa setlista- cieszyło „Last Living Dinosaur”, fantastyczny banger z ostatniego albumu „Total Annihilation”, rewelacyjnie przebojowe i taneczne „I Just Want to Be a Sound” i „Regeneration” czy klasyczny wykrętas w starym stylu „Die Baby Die”.
Podsumowując – parę godzin w miłych garażowych oparach pustynnych i kosmicznych, które warto było przeżyć.
electrolite.wm
https://www.electrolite-wm.com/
www.instagram.com/electrolite.wm
https://www.facebook.com/electrolite.wm
Nieznany
electrolite.wm@gmail.com
Muzyczna 15
Warszawa, 00-001