12 maja 2026

RELACJA: KSU Akustycznie 08.05.2026 Warszawa

W piątkowy, pochmurny dzień Studio Koncertowe Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego w Warszawie wypełniło się dźwiękami, które pokazały KSU z innej strony. Legendarna punkrockowa grupa tym razem postawiła na pełną akustyczną odsłonę. W ich przypadku nie jest to nic nowego ani rewolucyjnego, ale skala, w jakiej robią to obecnie, jest chyba najbardziej okazała ze wszystkich wcześniejszych przedsięwzięć. Publiczność mogła usłyszeć dobrze znane utwory w nowych aranżacjach, pełnych subtelności, emocji i nieoczywistych muzycznych rozwiązań. Koncert stanowił niemal ostatni przystanek długiej trasy trwającej od lutego (Siczka poinformował, że wielki finał odbędzie się w październiku w Rzeszowie).

Wieczór rozpoczęła klimatyczna Cantiga, nawiązująca do muzyki średniowiecznej, po której wybrzmiały kolejne utwory: Rozbity dzban, Moja nienawiść, moja depresja, Ustrzyki, Za mgłą oraz Liban. Nie zabrakło także kultowych kompozycji z tytułowym bieszczadzkim mianownikiem, które spotkały się z ciepłym przyjęciem. Od samego początku dało się wyczuć ogromny luz bijący od zespołu. Błyskawiczna reakcja i tradycyjna zabawa we wspólne śpiewanie przy mikrofonie z wybranymi osobami z publiczności rozpoczęły się praktycznie od razu. Akustyczne aranżacje nadały nowego charakteru takim utworom jak Sen martwego Boga, Pod prąd, Ludzie bez twarzy, Dziwne drzewa, Kiedy naród umiera czy Na krawędzi snu. Dobrze wybrzmiały również Tańczący z czasem, Skazany na 716 dni, Po drugiej stronie drzwi i Pościg – zwłaszcza ten ostatni w tej odsłonie nabrał bardziej luzackiego klimatu.

Widziałem ich koncert na tej trasie w Lublinie i pod względem większości aspektów ten warszawski był lepszy. Po pierwsze trwał blisko dwie i pół godziny (było to spowodowane co prawda różnymi innymi, ludzkimi czynnikami i koniecznością, ale właśnie to nadało temu wieczorowi swoistej, sympatycznej epickości), a do tego było po prostu dużo opowieści, rozmów i ogólnej zabawy. Mimo iż w głosie Siczki było słychać zmęczenie długą trasą, nadrabiał wszystkim innym: skakał, tańczył, klaskał, kucał – combo scenicznej energii. Do tego sam zespół był w wyśmienitej formie, na czele z elektryzującymi skrzypcami Elizy Kuźnik, która podczas numeru Deszcz tradycyjnie porwała publiczność współpracą z flecistą Konradem Oklejewiczem. Końcówka to już była jazda po całości: Kto Cię obroni, Polsko, Jabol punk i 1944, które – ponownie przy wsparciu wybranych uczestników publiczności – zakończyły koncert owacjami na stojąco.

To właśnie połączenie rockowej energii z tak nietypowym instrumentarium sprawiło, że wydarzenie znacząco wyróżniało się spośród typowych koncertów akustycznych. Wieczór w Studiu Lutosławskiego był nie tylko muzycznym wydarzeniem, po raz kolejny pokazał, że utwory KSU mogą w takiej formie brzmieć mocno i autentycznie. Z mojej strony zabrakło jedynie tego, by zespół sięgnął również po Antypody. Może następnym razem?

Są koncerty i są wydarzenia, które długo się pamięta. Akustyczne KSU właśnie trafia do tej drugiej kategorii.

zdj. electrolite.wm

Więcej również na:

https://www.facebook.com/electrolite.wm

www.instagram.com/electrolite.wm

Nieznany

electrolite.wm@gmail.com 

 

Muzyczna 15

Warszawa, 00-001

Kontakt

Menu

Śledź nas

A website created in the WebWave website builder