01 maja 2026

RELACJA: Eric Clapton 29.04.2026 Tauron Arena 

Wieczór z Mr. Slowhand w Krakowie był dokładnie tym, czego można oczekiwać od artysty tej klasy – bez zbędnych ozdobników, bez tanich efektów, bez prób przypodobania się publiczności. Ponad dwie godziny muzyki, która broni się sama, od pierwszego do ostatniego dźwięku. Organizatorem było Live Nation Polska

Setlista była skierowana w bluesowo-rockowe rejony i oparta na klasyce (Key To The Highway czy Hoochie Coochie Man). Kłaniał się również Robertowie Johnsonowi i jego „diabelskiemu natchnieniu” przypominając Kind Hearted Woman Blues i Nobody Knows You When You're Down and Out. Od elektrycznego bluesa, przez subtelne ballady, po momenty bardziej rockowego uderzenia. Numery płynęły niemal bez chwili wytchnienia - I Shot The Sheriff, Tearing Us Apart i obowiązkowy mocarz Cocaine. Clapton przez większość koncertu grał na stojąco, pewny, skupiony, całkowicie zanurzony w muzyce. Jedynie na kilka utworów usiadł, wprowadzając bardziej kameralny, akustyczny klimat, który jeszcze mocniej podkreślił jego wyczucie i precyzję. To właśnie wtedy pojawiła się oczekiwana przez wszystkich Layla (niestety wersji electric pewnie już nie doświadczymy…) i Tears in Heaven.

Niezapomnianym momentem koncertu był trwający ponad 10 minut Old Love – absolutnie jedna z najmocniejszych chwil wieczoru. Na bis wybrzmiała zaś dawka czystego bluesa Bo Diddley’a - Before You Accuse Me – kolejny wybór podkreślający przywiązanie do korzeni.

Sekcja Erica to absolutna ekstraklasa – chórki, bas Nathana Easta, organy Tima Carmona, Chris Stainton na klawiszach, szalona gitara Doyle’a Bramhalla II i mocne perkusyjne uderzenia Sonny Emory zagwarantowały porywające jam session. Grali z wyczuciem pełnym improwizacji i zabawy, ale z ogromną świadomością przestrzeni i dynamiki.

Eric Clapton na żywo to terytorium zarezerwowane dla największych. Tu nie były potrzebne okrzyki do zabawy, tanie umizgi, ognie, tancerki, lasery czy konfetti. Zamiast tego dostaliśmy coś znacznie cenniejszego – podróż do dusznego, bluesowego klubu gdzieś w nieciekawej dzielnicy, gdzie liczy się tylko gitara, emocje i prawda. Oczywiście pojawiły się głosy narzekania na brak Wonderful Tonight, ale szczerze – znacznie chętniej usłyszałbym Sunshine of Your Love niż romantyczną klasykę. Badge zagrany na początek koncertu musiał wystarczyć.

To był piękny i ekscytujący wieczór. Taki, który zostaje w pamięci na długo. Mocny kandydat do koncertu roku, a dla wielu – być może jeden z najważniejszych w życiu. A jeśli rzeczywiście było to nasze pożegnanie z Mistrzem – to było ono dokładnie takie, jakie powinno być: godne, szczere i absolutnie wyjątkowe – to była muzyczna rozmowa na najwyższym poziomie.

Przed koncertem w TAURON Arenie publikę wspaniale rozgrzewał 78-letni wyjadacz Andy Fairweather Low and The Low Raiders, serwując muzyczną podróż przez klasyki bluesa jak Rollin' and Tumblin czy tradycyjnie znanych ze swych tras - szlagierów jak Tequila, Peter Gunn Theme czy Don't Think Twice (It's All Right).

Wojciech Markowski 

Nieznany

electrolite.wm@gmail.com 

 

Muzyczna 15

Warszawa, 00-001

Kontakt

Menu

Śledź nas

A website created in the WebWave website builder