Kto był w ostatnią sobotę w Lublinie, nie powinien narzekać: w FK Zgrzyt wieczór zrobiły białostocki Orphanage Named Earth, Ohyda oraz wisienka na przybrudzonym torcie – Dezerter. Łupnięć było więc co niemiara.
Pierwotnie planowano w zestawie Ye.stem, jednak nastąpiła podmiana — wskoczył Orphanage Named Earth, niezwykle udany i funkcjonujący od lat projekt na styku sludge metalu i punka. Ich muzyka ma echa Isis czy Neurosis, ale trochę świeżości dodaje charakterystyczny „plemienny” klimat i granie na dwa zestawy perkusyjne. Może nie jest to wybitnie nowatorskie, ale wciąż rzadko spotykane i należy to docenić. Dobrze brzmiało i absolutnie nie było mowy o nudzie. Agresja i emocje szły ręka w rękę, idealnie się uzupełniając. Panowie wykorzystali okazję do promocji swojego najnowszego, hipnotyzującego wydawnictwa „Slaves and Kings” i wypadli mocno, wręcz podniośle, a głos Wojtka Kuczyńskiego elegancko rezonował po klubie. Publika nie była jeszcze w pełni rozgrzana i niestety było widać, że ta walcowata krucjata dźwiękowa nie wszystkich porwała. Może jeszcze kiedyś zmienią zdanie.
Lubelska Ohyda to już inna bajka — bardziej hałaśliwa, szorstka i stawiająca na tradycję. Ich set przyciągnął już pod scenę sporą grupę osób spragnionych konkretnych muzycznych ciosów. Nie obyło się też bez ukłonu w stronę Dezertera w postaci zagrania Niewolnika. Ich występ był kwintesencją stylu — było surowo, brudno i bezpośrednio.
Dezerter wjechał na scenę z lekkim opóźnieniem. Set otworzyła Burza, żeby potem płynnie przejść przez kolejne numery z najnowszego wydawnictwa „Wolny wybieg”. Jest raczej pewne, że do kolejnych koncertowych faworytów wskoczą szybsze kawałki, jak Jad, Lepsze jutro było wczoraj czy Słowa. Atmosfera rozkręcała się stopniowo. Takie początki oparte na nowościach nie podbijają temperatury od razu. Po zakończeniu nowych rzeczy, z każdym kolejnym numerem robiło się jednak coraz gęściej: Jeśli chcesz zmieniać świat, Ile % duszy, Ostatnia chwila i pod sceną zaczęło się solidne kotłowanie. W pewnym momencie panowie tak przygrzali, że przy Tchórzach lekko się posypali, zapewniając tym samym odpowiednią dawkę koncertowej punkowej autentyczności. Wielką radość wywołało Ratuj swoją duszę, zaraz potem Pierwszy raz, a klub wypełnił się nawet sporą liczbą osób siedzących sobie nawzajem na plecach. Na finał najmocniejsze strzały — Spytaj milicjanta i Dezerter. Bez dłużyzn, konkretnie i do przodu.
Trzy mocne ekipy, masa czadu i emocji — właśnie o to chodzi w takich koncertach.
Nieznany
electrolite.wm@gmail.com
Muzyczna 15
Warszawa, 00-001