Wraz z pierwszą wizytą ekipy Benjamina Burnleya w naszym kraju tereny Letniej Sceny Progresji zapełniły się okazale. Widać było również spory ścisk pod sceną na długo przed występem. Był kurz wzbijany podczas pogo oraz chóralne śpiewanie przez zebranych fanów w różnym wieku. Nostalgia w oczach niektórych iście oślepiała, a i sam koncert mógł przypaść do gustu wielbicielom zespołu. Setlista, zbudowana w dużej mierze wokół albumu „Phobia”, zawierała większość kompozycji, których można było oczekiwać. Organizatorem koncertu było Winiary Bookings.
Początkowo, od otwierającego I Will Not Bow i późniejszego Until the End nagłośnienie wydawało się jeszcze nieco stłumione, jednak z czasem sytuacja uległa poprawie. Gdy bas zaczął odpowiednio pulsować przy Evil Angel, całość nabrała właściwej dynamiki i koncertowego ciężaru. Można co prawda narzekać, że jest to bardzo bezpieczny zespół, który, gdy muzycznie zaczyna robić się „za mocno”, niemal zawsze wpuszcza obowiązkowe zwolnienia i radiową cukierkowość (Follow), ale taki już jego urok. Były też nowości, jak Awaken i Something Wicked.
Breaking Benjamin od lat zajmuje mocną pozycję w mainstreamowej rockowej szufladzie, a numery, jak m.in. Polyamorous, Breath czy Dance With the Devil, do dziś goszczą na niejednej rockowej setliście. The Diary of Jane, zgodnie ze strategicznym podejściem Burnleya, wybrzmiał na sam koniec koncertu. Wielokrotnie ze sceny padały zapewnienia, że chętnie wrócą do Polski. Patrząc na skalę zainteresowania, można odnieść wrażenie, że większe obiekty są u nas na nich gotowe.
W roli supportu wystąpił pochodzący z Los Angeles zespół Return to Dust, który można było już usłyszeć na tegorocznym Mystic Festival. Grupę tworzą Matty Bielawski (gitara, wokal), Graham Stanush (gitara basowa, wokal), Sebastian Gonzalez (gitara) oraz syn Slasha (tak, TEGO)- London Hudson (perkusja). Nie można im było odmówić scenicznej prezencji i zaangażowania. Szczególnie dobrze prezentowała się współpraca pomiędzy Bielawskim i Stanushem, których wzajemne interakcje stanowiły jeden z najmocniejszych punktów występu.
Wojciech Markowski
Nieznany
electrolite.wm@gmail.com
Muzyczna 15
Warszawa, 00-001