Dwie mocne ekipy: Birds in Row oraz, na supporcie, nasz rodzimy Dom Zły (kończący swoją trasę) a wszystko to w VooDoo Club. Był to niezwykle udany wieczór, który wymagał uwagi i obecności. Organizatorem było WiniaryBookings.
Dom Zły to jeden z tych zespołów, które trzeba przeżyć na żywo. Ma się wrażenie, że mogą oni dać radę w każdych warunkach, ale chyba najlepsze są właśnie takie podziemne zakamarki. Wśród zgromadzonych dało się wypatrzeć spore grono osób w ich koszulkach, co pozwalało z optymizmem patrzeć na to, co miało wydarzyć się później.
Wyszli punktualnie o 20:00 i zaserwowali potężną muzyczną pożogę, waląc od samego początku premierowym Estrela w wymiętą egzystencję, psychikę i bolączki. Wszystko to w raczej oszczędnym oświetleniu, podpartym żywiołową prezencją Ani, która wydobywała z siebie opętańcze, acz przecież czytelne krzyki. A tych m.in. w numerach Wiatr, Luty czy Rzeka nie brakuje.
Ogólnie było powoli, zimno, gęsto i posępnie, z wyjątkami – w tym oczywiście mocno punkowym Czarnym Ptakiem, generującym młyn pod sceną, który wraz z zamykającym, depresyjnym lamentem Ku pogrzebaniu serc dopełnił uczucia zniszczenia. Wszystko było w tym występie na miejscu. Gitary, perkusja i wokal raz przygniatały, innym razem pozwalały złapać oddech, by po chwili ponownie uderzyć ze zdwojoną siłą. Gdy zeszli – przerwa była wskazana – katharsis unosiło się w powietrzu.
Birds In Row pokazali, że nadal doskonale wiedzą, jak połączyć emocjonalność z bezkompromisowym graniem. Ich set oparty był przede wszystkim na materiale „Gris Klein”, który na żywo brzmi świetnie. Water Wings, Daltonians, Confettis czy Noah niszczą dynamiką, klimatem i tym przyjemnym przybrudzeniem.
Przed Nympheas Bart wygłosił również niejeden tego wieczoru manifest przeciwko niesprawiedliwości i w obronie walki o swoje prawa, a także wyraził swoje zdanie pod adresem pewnych osób. Koncert nie trwał może bardzo długo, ale dzięki temu energii nie brakowało do końca.
Nieznany
electrolite.wm@gmail.com
Muzyczna 15
Warszawa, 00-001