Są takie zespoły i albumy, przy których powinna widnieć naklejka z cytatem Dantego Alighieri „Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy tu wchodzicie”. Do obu tych kategorii pasuje legendarny norweski MAYHEM - jeden z najbardziej kontrowersyjnych i mrocznych zespołów w historii muzyki metalowej. Swoim nowym, siódmym wydawnictwem, przez blisko 50 minut otwiera przed nami wrota mroku, upadku i wszelakiej beznadziei. Utrzymał jednocześnie opinię zespołu bez słabej płyty w dyskografii, bo nawet albumy pokroju "Grand Declaration of War" czy "Ordo ad Chao" na swój sposób były bardzo dobre. Mamy 8 kompozycji, których kompozytorami w głównej mierze była spółka Charles "Ghul" Hedger oraz Morten Bergeton Iversen.
Na początek klimatyczne intro, abyśmy nie mieli wątpliwości, że wchodzimy w piekielne otchłanie, a już potem wyziewy serwowane są przez Attile Csihara niemal błyskawicznie (w otwierającym Ephemeral Eternity wspomagają go muzycy z Ulver). Kolejny Despair to poprawna turbo młócka, ale już Weep for Nothing potrafi otulić klimatem. Mamy na płycie liczne zaśpiewy, zmiany tempa, melorecytacje i często podniosłe momenty. Swoiste kazanie. Samo brzmienie jest mocne, czytelnie podbite (jak na BM pewnie błyskawicznie pojawią się głosy, że pewnie aż za dobrze).
Najmocniejszym uderzeniem jest konkretny Aeon’s End, który może i podręcznikowy, ale jakże radujący ucho. Funeral of Existence to iście zabójcze blasty Hellhammera, Realm of Endless Misery to jakby ukłon w stronę początków zespołu. Zamykający prawie 8 minutowy The Sentence of Absolution – to duże zaskoczenie, są melodie i ciekawy groove wymieszany z ciężarem. Jakby chwila oddechu po tej dźwiękowej wędrówce.
Czy jest to album powalający w swej niszy? Nie. Jest bezpieczny, ale mówimy tu o zespole, który nie musi nikomu nic udowadniać. Oni swoją historię napisali, a „Liturgy Of Death” to po prostu sprawdzona ścieżka obrana po powrocie Attili. To nie jest muzyka dla wszystkich. Dla tych, którzy wiedzą w co wchodzą, odsłuch powinien być raczej przyjemnością. Warto zadbać jednak w tej podróży o latarkę u swojego boku. W przypadku tego zespołu raczej już na pewno wychodzimy z zimnej piwnicy, pełnej pogłosów i urokliwie nieco rozstrojonych instrumentów.
Ocena: 4/5
Nieznany
electrolite.wm@gmail.com
Muzyczna 15
Warszawa, 00-001