Zawsze, pisząc o tym zespole, trudno uciec od pewnego rodzaju melancholii. Zespół stworzył sobie świat pełen dźwiękowej nieoczywistości, sennej aury i smutku. Takie też jest „Fiber Optic Lovers”, które kontynuuje drogę rewelacyjnego „hi im ready to die”, ale tym razem nieco ją wzmacnia i stawia na większą kooperację głosów Mai oraz Bobka. Ta muzyka od początku brzmi jak zapis chwili zawieszonej pomiędzy bliskością a oddaleniem. Tym bardziej szczególny jest fakt, że recenzowanie tego albumu staje się niejako opisem łabędziego śpiewu LULU Suicide, ponieważ zdecydowali się zawiesić działalność. Ich nowe wydawnictwo zyskuje więc dodatkowy wymiar — nie tylko jako kolejna płyta, ale także jako pożegnanie z pewnym etapem.
Największą siłą albumu jest klimat. Każdy utwór wydaje się fragmentem większej historii: o relacjach, które się rozpadają, o wspomnieniach, które tracą ostrość, i o próbie odnalezienia emocji w świecie pełnym szumu i nadmiaru informacji. To album pełen nostalgii, ale nie tej bezpiecznej i sentymentalnej. To nostalgia podszyta świadomością, że pewne rzeczy już się kończą. Już otwierające nomen omen – Bye, Warewolf czy Waterfal_1 to ukojenie i echa gitary akustycznej, która stanowi pomysłowe rozwinięcie do dalszych muzycznych podróży i pomysłów. A tych na tej płycie nie brakuje. Trio umie dać mocniej jak chyba nigdy wcześniej (When You Die) czy stworzyć rzecz jak California – jedną z najlepszych na płycie, z pogłosami, czarem delikatności, majaczącymi liniami melodycznymi oraz rozwiązaniami mogącymi kojarzyć się z romantycznym czasem Type O Negative spod znaku „October Rust”. Prezentowany już wcześniej na żywo Demon to natomiast klimatyczne klawisze. Całość jednak, zwraca uwagę kolaboracją dwóch głosów – słychać to zwłaszcza w Fiber Optic Love, Togehther In Slumber, My Love, Other Girlz. Były więc pomysły, progres i odkrywanie nowych form wyrazu. Ponownie stworzyli album zanurzony w świecie pogłosów, gitarowych zamgleń i emocji przesyłanych przez cyfrowe korytarze. Tytuł płyty idealnie oddaje ducha tej muzyki: miłość, tęsknota i potrzeba kontaktu w czasach, gdy coraz częściej próbujemy być blisko za pomocą ekranów, kabli i niewidzialnych sygnałów. To nie jest jednak rzecz o technologii — to płyta o człowieku zagubionym w świecie technologii. Właśnie taki punkt wyjścia sprawia, że album nabiera wyjątkowego znaczenia. Słuchając go z perspektywy decyzji zespołu o zawieszeniu działalności, można odczytać ją jako niezamierzone podsumowanie drogi tria. Nie ma tu wielkich deklaracji ani dramatycznych pożegnań — jest za to szczerość, przestrzeń i emocje, które zostają na długo po zakończeniu ostatniego utworu.
„Fiber Optic Lovers” to album dla tych, którzy w muzyce szukają nie tylko melodii, ale przede wszystkim nastroju i prawdy ukrytej między dźwiękami. To płyta o bliskości w czasach dystansu, o uczuciach w epoce cyfrowego chłodu i o tym, że nawet krótko trwające historie mogą zostawić po sobie trwały ślad.
Jeśli rzeczywiście jest to ostatni rozdział LULU Suicide, to zespół zostawia po sobie bardzo spójny i piękny finał.
OCENA: 4,5/5
Nieznany
electrolite.wm@gmail.com
Muzyczna 15
Warszawa, 00-001