Istnieją na naszej rodzimej scenie, klasyczne zespoły, których każde nowe wydawnictwo jest obserwowane i szeroko komentowane. Nieliczni potrafią utrzymać odpowiedni poziom i autentycznie ciekawić. Lady Pank jest takim wyjątkiem i mimo, iż według niektórych jest syndrom „skończenia na Kill’em all”, to uczciwie trzeba przyznać, że tyle melodii i smykałek do przebojów,, jakie wyszły spod palców Jana Borysewicza, wielu się nie przytrafiło. Z okazji 45-lecia działalności zespół wypuścił nowy, 21 album pt. „LP 45”, a cieszy to jeszcze mocniej, gdy okazuje się, że jest to ich najbardziej gitarowe wydawnictwo od lat, i które słucha się z prawdziwą przyjemnością. Głos Janusza Panasewicza brzmi mocno, czysto i niezmiennie charakterystycznie. Sekcja również jest niezwykle selektywna. Oczko puszczane jest do starych fanów wielokrotnie, czy jest to w ultra-przebojowej, nieco nostalgicznej Kalifornii (tekstowo autorstwa Michała Wiraszko z Much), znanych już wcześniej melancholijnych Motyli, czy w niektórych gitarowych patentach w Nie myśl o mnie więcej czy Moje życie. Powróciły również błyskotliwe teksty – w tym aż sześć Andrzeja Mogielnickiego. Jest gorzka ironia (500 Plus) czy polityczny, cięty komentarz (Uciekaj). Gitary w F-33 można słuchać w zapętleniu, mimo iż tekstowo numer jest opowieścią o depresji, śpiewaną przez samego Borysewicza, a taka Zdrada to już rasowy, ciężki strzał idealnie kończący album.
Kolejna mocna pozycja w dorobku zespołu. Album, którego po prostu chce się słuchać. Mówi się, że może to ostatni w tej formule, mimo planowanej wielkiej trasy jubileuszowej w 2026 roku. Warto więc potraktować płytę jak świadectwo dojrzałości i – co najważniejsze – przebojowej, rockowej energii od zespołu, który ukształtował pokolenia. Dla fanów — pozycja obowiązkowa.
Ocena: 4,5 / 5
Nieznany
electrolite.wm@gmail.com
Muzyczna 15
Warszawa, 00-001