Baczność! Dezerter jest wkurzony i wydaje nowy album, co ważne - będący ich najlepszą rzeczą od czasu „Nielegalnego zabójcy czasu” z 2004 roku. Jest krótko i zwięźle, a teksty Krzysztofa Grabowskiego w dalszym ciągu z celownikiem na zakłamanie, wszędobylską inwigilację, status jednostki oraz niezmiennie – walkę o własny rozum i myślenie. Całość podlana świetną, mięsistą produkcją, której ostatnimi laty nieco u zespołu brakowało - ależ pięknie niesie ten bas Jacka Chrzanowskiego.
Już od otwierającej Burzy rozpoczyna się atak na barykady i rozliczanie z osobnikiem ludzkim. Jad to najlepsza rzecz na płycie, wspaniały, muzyczny, punkowy cios, którego dawno w zespole nie było. Są powroty do najlepszych czasów (Lepsze jutro było wczoraj, Bajka). Chcecie publicystyczną melorecytację – służy Źródło niech was jednak nie zwiedzie – koniec to znów iście wspaniały, brudny, crustowy wyziew z piwnicznej izby. Wolny wybieg i Słowa to porządne single z przebojowym zacięciem, a zamykające Przekleństwo to tytuł znamienny – człowiek przeklina i wali ręką w biurko, że ten album taki krótki. Jest więc szybko i krótko. Punk nie umarł.
Ocena: 4,5/5
Nieznany
electrolite.wm@gmail.com
Muzyczna 15
Warszawa, 00-001