Są zespoły, których rozwój można obserwować z albumu na album, a następnie wskazać konkretny moment, w którym wszystkie wcześniejsze doświadczenia zaczynają układać się w spójną, dojrzałą całość. „Future Belongs To” krakowskiego BlackLight jest właśnie takim momentem. To trzeci studyjny album grupy, i zarazem najbardziej przekonujący dowód na to, że konsekwencja w podążaniu własną drogą potrafi przynieść znakomite rezultaty. Płyta liczy jedenaście kompozycji i ponad 52 minuty muzyki. Całość okraszona jest piękną grafika, książeczką z tekstami.
Otrzymujemy tutaj idealny przykład siły rozwoju i konsekwencji. BlackLight nie próbuje udowadniać za wszelką cenę, że potrafi zagrać szybciej, ciężej czy bardziej technicznie. Zamiast tego rozwija umiejętność budowania nastroju, łączenia ciężaru z melancholią oraz tworzenia muzyki, która potrzebuje czasu, aby w pełni się otworzyć. „Future Belongs To” brzmi nie tylko najlepiej z ich wszystkich dotychczasowych wydawnictw, ale jest również ich najlepszą płytą pod względem muzycznym. Otrzymaliśmy album świadomy, konsekwentny i – co szczególnie ważne w muzyce progresywnej – przekonujący jako całość.
Pierwszą rzeczą, która zwraca uwagę, jest produkcja - nagrywanie, mix oraz mastering przeprowadzono w 07 Studio Tarnów Poland. Leszek Łuszcz we współpracy z Maciejem Majewskim uskutecznili kawał bardzo dobrej roboty. W porównaniu z wcześniejszymi nagraniami zespołu brzmienie wydaje się bardziej przestrzenne i głębsze. Szczególnie interesująco potraktowano wokal Maćka. Nie jest on już na pierwszym planie – momentami zostaje lekko odsunięty, otoczony pogłosem i przestrzenią. To bardzo dobry zabieg. To właśnie to umiejętne operowanie dynamiką sprawiają, że albumnie jest kolejną płytą prog-metalową opartą wyłącznie na ciężkich riffach i technicznych popisach. Nie oznacza to oczywiście rezygnacji z ciężaru. Spokojnie. Ciężkie partie pojawiają się regularnie i blisko im do muzycznych wędrówek spod znaku Katatonii, Opeth, Tool, Porcupine Tree czy Riverside.
Album otwiera Endless End, i jest to utwór, który znakomicie definiuje język tej płyty. Początek: spokojny i subtelny, przypominający nieco wstęp do muzyki filmowej. Wszystko to aby następnie stopniowo przejść w cięższe rejony. Melancholijna gitara, gęstniejąca aranżacja, podwójna stopa, ale i senna atmosfera tworzą rodzaj muzycznego prologu. Rising Sun przesuwa już środek ciężkości w stronę sekcji rytmicznej. Wstęp to echa współczesnego Killing Joke a to zawsze cieszy. Szczególnie wyraźnie zaznacza się tutaj mocny bas, który otrzymuje sporo miejsca. Jedna z najciekawszych kompozycji albumu. So Far Away doskonale pokazuje, jak ważna dla BlackLight stała się przestrzeń - są tu i plemienne bębny oraz pogłosy. Największym atutem utworu jest jednak zestawienie mocniejszych gitar z subtelnym fletem Wiesława Suruło. Ten instrument nadaje kompozycji dodatkowej lekkości i sprawia, że idziemy w kierunku bardziej art-rockowej, niemal baśniowej narracji. Between Dreams And Reality to najlepsza rzecz na płycie. Kapitalna struktura. Tytuł mówi właściwie wszystko. Cięższe riffy zostają skonfrontowane z eterycznym wokalem, a kompozycja zyskuje dodatkowy wymiar dzięki udziałowi Magdaleny Majewskiej. Pojawiają się także ostrzejsze wokalne akcenty, które przełamują spokojniejszą narrację. To jeden z najbardziej progresywnych fragmentów albumu. Gdy emocje po nim opadają, pojawia się kolejny klimatyczny sześciominutowy Ghost ze świetnym dociążeniem i ciekawym wyciszeniem. Feel The Same już to jeden z najdłuższych i najbardziej rozbudowanych fragmentów płyty (ponownie pojawia się Magdalena Majewska). Jej dodatkowe partie poszerzają ponownie perspektywę. To też jeden z tych momentów, w których najlepiej sprawdza się nowa produkcja, w której można się zanurzyć. Po tym bardziej rozbudowanym numerze zespół proponuje I Can't Let Go, kompozycję o wyraźnie innym charakterze. Pojawia się tutaj pewien lekki, momentami wręcz taneczny puls, który kontrastuje z melancholijną aurą większości materiału. Post punk? The Cure? Wyśmienicie! To kolejna strona BlackLight.
Mimo, iż do tej pory dzieje się dużo to nie trudno przewidzieć, że to tytułowa kompozycja jest centralnym punktem całego wydawnictwa. Future Belongs To brzmi jak muzyczne podsumowanie drogi, którą zespół przebył na przestrzeni swoich dotychczasowych albumów. Tytuł można potraktować również jako deklarację. Mrok wraca za sprawą Falling Demon. To kompozycja, która dobrze współgra z ogólną narracją płyty – ciężką, ale niepozbawioną melodii. Ważne jest tutaj poczucie napięcia. Never Again jest już krótszym i bardziej dynamicznym elementem albumu. Elektroniczne skojarzenia w rytmice i charakterystyczna energia nadają mu niemal retro-rockowy charakter. To interesujący kontrast wobec bardziej melancholijnych fragmentów wcześniejszych utworów. Dzięki temu przed finałem album nie osiada w jednym nastroju. Wręcz przeciwnie – ponownie zmienia perspektywę.
Album zamyka For A Hope i po ponad pięćdziesięciu minutach muzycznej podróży otrzymujemy utwór, który nie brzmi jak przypadkowy epilog. Jest w nim poczucie oczyszczenia i wyjścia z mroku. Jeśli wcześniejsze utwory prowadziły słuchacza przez niepokój, melancholię, samotność i wewnętrzne konflikty, to właśnie ten pozwala wreszcie spojrzeć w stronę światła. To bardzo dobre zakończenie płyty – niekoniecznie triumfalne, ale pełne nadziei.
„Future Belongs To” porządkuje wszystkie wcześniejsze doświadczenia i przekuwa je w najbardziej świadomą wersję BlackLight. Album warto potraktować tym samym nie tylko jako kolejną pozycję w ich dyskografii, ale jako ważny punkt na artystycznej drodze.
Ocena: 4/5
Nieznany
electrolite.wm@gmail.com
Muzyczna 15
Warszawa, 00-001