To jeden z tych zespołów, których muzyka brzmi tak, jakby człowiek próbował zmierzyć się z własnym wynalazkiem. Nie będzie też chyba przesadą, jeśli uznamy, że to właśnie oni byli soundtrackiem do świata, którego dopiero zaczynaliśmy się bać.
Gdy w 1992 roku ukazał się debiutancki „Soul of a New Machine”, nikt jeszcze nie mógł przewidzieć, jak mocno wizja Dino Cazaresa, Burtona C. Bella i ich kompanów wpłynie na przyszłość ciężkiego grania. Pochodząca z Los Angeles formacja połączyła death metalową brutalność, precyzję thrashowych riffów, industrialny chłód i elektronikę, tworząc coś, co trudno było wówczas jednoznacznie przypisać do istniejącego gatunku. Charakterystyczne, niemal mechaniczne riffy Cazaresa, potężna perkusja Raymonda Herrery oraz wokal Bella, potrafiący w jednej chwili przejść od ekstremalnego growlu do czystej, melodyjnej frazy, stały się fundamentem stylu, który później zaczęto określać mianem industrial metalu.
„Soul of a New Machine” był jeszcze płytą zespołu poszukującego własnego języka. Jej brutalność wywodziła się przede wszystkim z death metalu i grindcore'u, ale już wtedy Fear Factory pokazali fascynację technologią, maszynami i dystopijną wizją przyszłości. Rok później ukazała się EP-ka „Fear Is the Mindkiller”, przygotowana we współpracy z Rhysiem Fulberem z Front Line Assembly. To właśnie ten materiał okazał się ważnym pomostem między ekstremalnym metalem a elektroniką i zapowiedział przełom, który miał nadejść w połowie dekady. W 1995 roku wydali jednak potwora o nazwie „Demanufacture” i właściwie od tego momentu można mówić o narodzinach ich właściwej legendy. To album, który nie tylko zdefiniował zespół, ale również wyznaczył kierunek dla ogromnej części nowoczesnego metalu. Utwory takie jak „Demanufacture”, „Replica”, „New Breed” czy „Zero Signal” opierały się na chirurgicznie precyzyjnych, poszatkowanych riffach i potężnych, niemal zaprogramowanych partiach perkusji, ale jednocześnie nie rezygnowały z melodii. Największą siłą zespołu stało się zderzenie dwóch pozornie sprzecznych światów: zimnej, bezosobowej maszyny oraz bardzo ludzkiego, emocjonalnego głosu Bella. „Demanufacture” do dziś pozostaje najważniejszym punktem odniesienia w dyskografii Fear Factory i jednym z fundamentalnych albumów industrialnego metalu. Płyta zdobyła m.in. srebrny status w Wielkiej Brytanii i złoty w Australii, a „Zero Signal” trafił również na ścieżkę dźwiękową filmu „Mortal Kombat”. Dwa lata później zespół udowodnił, że nie zamierza jedynie kopiować własnego sukcesu. „Remanufacture – Cloning Technology” było radykalnym rozwinięciem pomysłu na łączenie metalu z elektroniką, pokazując, że kompozycje Fear Factory mogą funkcjonować również w klubowej, industrialnej i tanecznej przestrzeni. Wśród twórców remiksów znalazł się m.in. Junkie XL, na długo przed jego hollywoodzką karierą.
Prawdziwym następcą „Demanufacture” okazało się jednak „Obsolete” z 1998 roku. Jeśli poprzednik był manifestem brzmieniowym, „Obsolete” było już kompletnym światem. To concept album opowiadający o przyszłości, w której człowiek przegrywa rywalizację z technologią, a maszyny stopniowo wypierają swoich twórców. „Edgecrusher”, „Descent”, „Resurrection” czy „Smasher/Devourer” połączyły agresję z niezwykłą przestrzennością i filmowym rozmachem. Zespół wykorzystał siedmiostrunowe gitary, elektronikę, programowanie i nawet orkiestrę symfoniczną. W efekcie „Obsolete” stało się jednym z najbardziej kompletnych dzieł Fear Factory – płytą, która potrafiła być jednocześnie brutalna, futurystyczna, przebojowa i niepokojąca. Późniejsze „Digimortal” z 2001 roku próbowało wykorzystać część tej formuły w bardziej przystępnej, chwilami nu-metalowej wersji. Album zawierał charakterystyczne dla zespołu riffy i elektronikę, ale presja ze strony wytwórni, by stworzyć bardziej komercyjny materiał, doprowadziła do napięć wewnątrz grupy. W 2002 roku Burton Bell opuścił zespół, a Fear Factory na pewien czas przestało istnieć. Rozłam nie okazał się jednak końcem historii. Powrót nastąpił w 2004 roku wraz z „Archetype”. Co ciekawe, w składzie zabrakło wówczas Dino Cazaresa. Mimo to album pokazał, że charakterystyczna estetyka zespołu wciąż może działać bez jednego z jego głównych architektów. „Transgression” z 2005 roku było natomiast bardziej eksperymentalne i nierówne, a różnice artystyczne oraz personalne ponownie zaczęły narastać. Cazares powrócił do zespołu i w 2010 roku ukazało się „Mechanize”. Wraz z Gene'em Hoglanem za perkusją Fear Factory odzyskali sporą część dawnej siły. „Powershifter”, „Fear Campaign” czy „Final Exit” brzmiały jak przypomnienie, dlaczego zespół stał się tak ważny. Wielu odbiorców i krytyków uznało „Mechanize” za najlepszy powrót Fear Factory od czasów „Demanufacture”. „The Industrialist” z 2012 roku ponownie skierował zespół w stronę konceptualnej opowieści o technologii, tym razem koncentrując się na świadomej maszynie, która zaczyna przekraczać granice wyznaczone jej przez człowieka. Album powstał jednak z wykorzystaniem programowanej perkusji, co wzbudziło dyskusje wśród fanów. Późniejsza reedycja „Re-Industrialized” otrzymała nowy miks, nowe brzmienie i żywe partie perkusji, dzięki czemu materiał został przedstawiony w bardziej organicznej formie. W 2015 roku „Genexus” pokazało, że Fear Factory wciąż potrafią brzmieć nowocześnie bez porzucania własnej tożsamości. Album, z Mike'em Hellerem za perkusją, był niezwykle precyzyjny, ciężki i jednocześnie melodyjny. „Dielectric”, „Soul Hacker”, „Anodized” czy „Regenerate” pokazały zespół świadomy własnej historii, ale nadal zainteresowany przyszłością. Produkcja Rhysa Fulbera i miks Andy'ego Sneapa dodatkowo podkreśliły jego monumentalne, niemal cybernetyczne brzmienie. Na kolejną płytę przyszło czekać długo. „Aggression Continuum” ukazało się w 2021 roku i było dziesiątym albumem studyjnym grupy. Materiał stanowił kulminację ponad trzech dekad charakterystycznego dla Fear Factory połączenia agresywnych riffów, elektroniki, futurystycznych tematów i kontrastu pomiędzy ekstremalnym a melodyjnym wokalem.
Historia zespołu jest zresztą równie burzliwa jak jego muzyka. Personalne roszady, konflikty, rozpady, powroty i spory dotyczące praw do nazwy przez lata niemal nieustannie towarzyszyły działalności grupy. Ostatecznie jednak najważniejsza pozostaje muzyka. Fear Factory stworzyli brzmienie, które przewidywało przyszłość metalu: mechaniczne riffy, precyzyjną perkusję, elektronikę, futurystyczną produkcję i wokal łączący brutalność z melodią. Ich wpływ można usłyszeć w industrialu, groove metalu, metalcore'ie, nu metalu i wielu odmianach współczesnego metalu. Sami określali swoją estetykę poprzez wizje świata inspirowane między innymi literaturą science fiction, „Blade Runnerem” czy „Terminatorem”.
A teraz maszyna wraca na scenę. W Polsce Fear Factory wystąpią w ramach „Cybernetic Domination Tour” aż trzykrotnie: 29 sierpnia 2026 roku w poznańskiej Tamie, 30 sierpnia w krakowskim Klubie Kwadrat oraz 31 sierpnia w warszawskim Palladium. Za mikrofonem Milo Silvestro. Organizatorem jest Live Nation Polska. W roli supportów pojawią się Hate oraz The Nocturnal Affair.
Nieznany
electrolite.wm@gmail.com
Muzyczna 15
Warszawa, 00-001